- 59 – Nie zawsze wychodzi tak jak bym tego chciała

Wiem, że za często tutaj nie przebywam, staram się tylko odpowiadać na wiadomości, które przychodzą mi na maila, przynajmniej te. Blog miał być ukojeniem w chwilach gdy mam ochotę mówić i tak też się dzieje. Wpisy nie są częste, ale chciałabym by ta historia uzupełniała się treściwiej, niestety coś nie bardzo to wychodzi.

Z wyrzutami sumienia usiadłam dzisiaj do komputera. Znowu puściły mi nerwy i wydarłam się siarczyście. Pola już nie zwraca uwagi. Ja staram się szybko przejść do porządku dziennego i po chwili robię jajecznicę, a Pola patrzy i pyta dlaczego jajka są w płynie. Tylko, że jajecznica już dawno zjedzona a ja nadal z wyrzutami sumienia, że kolejny raz poszło nie tak jak bym chciała. Nie chcę być matką wrzeszczącą i chociaż mój psychoterapeuta uporczywie mi tłumaczy, że krzyk jest oczyszczający jakoś nie jestem przekonana, że taki w kierunku dzieci też.

Na dzień buraka, który obchodzą w szkole, wcisnęłam Poli oprócz czerwonej sukienki buraki w woreczku. Od lat nie kupujemy surowych tylko gotowane, takie obrane już i ugotowane zapakowane w woreczek. Początkowo nie chciała ich zabrać, ale suma sumarum chyba się przydały, bo zadowolona wróciła do domu. Swoją drogą nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek obchodziła dzień buraka, a ty?

Struś za chwilę kończy 10 miesięcy. Nie wiem kiedy to się stało, a może moje gigantyczne zmęczenie czasem jednak przypomina ile to już nie śpię. Niestety Strusiek nie daje za wygraną i nadal zjada dwa razy w nocy. Waży już z tonę. Wymaga ciągłej uwagi, noszenia i przytulania jakby przez wcześniactwo brakowało mu dotyku. Czasem mam takie wrażenie. Ponieważ bardzo dużo płacze byliśmy u psychologa niemowląt poradzić się co robić. Niestety stosując się niemal cały czas do poleceń nie udaje się obyć bez płaczu. Dzisiaj młody koncertował ze trzy godziny. Nie pomaga noszenie, przytulanie, zabawianie, śpiewanie ani odwracanie uwagi, ale zauważyłam, że górne dziąsła są bardzo opuchnięte, może to przez ząbki? Mamy dolne jedynki, a teraz wygląda na to, że oczekujemy górnych trójek? Nie wiem, ale to spuchnięte uwypuklenie jest w miejscu trójek a nie dwójek, no nic czas pokaże.

Struś coraz sprawniej porusza się przy meblach, ale siada tylko z pozycji stojącej. Z czworaków raczej mu się to nie zdarza. Pięknie mówi mama, tata, baba, kręci głową ne, ne, ne i robi papa :) Taka matczyna radość. Nadal pracuje dla duracel. Nie dajemy rady taki jest ruchliwy i trzyma na prawdę długo ;) W dzień śpi około godziny, a w nocy budzi się nieskończoną ilość razy. Nie wiem jak będzie z przeniesieniem go do jego własnego pokoju..

Nasz remont trwa w najlepsze. Przeprowadzkę planujemy na połowę stycznia. W przyszłym tygodniu mają zacząć układać płytki w łazienkach i garderobach. Postawiliśmy na zachodnią klasykę, bo w takim klimacie czujemy się najlepiej. Nie mogę doczekać się już przeprowadzki, Pola będzie miała blisko do szkoły, a ja znalazłam fajny żłobek na godziny w razie gdybym chciała gdzieś pójść bez Gałganka. Dużo jeszcze przed nami, miliony decyzji, ale trzymamy się dzielnie i mam nadzieję, że tak pozostanie.

Nadal chodzimy z M. na terapię małżeńską. Ustaliliśmy, że będziemy chodzić tak długo aż odnajdziemy czas dla siebie na nowo. Oboje lubimy te sesje. Mam wrażenie, że dzięki nim lepiej się porozumiewamy, a kłótnie są rzadsze, M. bardziej się stara, oboje unikamy nerwowych sytuacji. Zdaje się, że to działa.

M. coraz częściej wspomina o wyjeździe na kontrakt. Oczywiście bez nas. Wszystko wydawało się takie proste gdy temat był odległy, a teraz gdy poruszamy go częściej, boimy się jak by miało to wyglądać. Mam nadzieję, że powstanie realny plan i uda się wszystko pogodzić. Póki co jesteśmy tu i teraz, ja staram się nie wybiegać w przyszłość zbyt nerwowo bo nie ma to żadnego sensu.

Przez ciągłe niewyspanie, nie potrafię zbierać myśli tak jakbym tego chciała. Zauważyłam, że stałam się bardziej drażliwa, nerwowa, zbyt mocno reaguję na niekomfortowe sytuacje. Ciągle gubię różne rzeczy, zapominam o terminach (do dat nigdy nie miałam pamięci). Wszystko zapisuję w kalendarzu, bo to jedyna pewność, że zrobię co zaplanowałam. Znowu zgubiłam receptę na mleko Struśka.. Badania Poli zostawiłam na biurku u lekarza, na szczęście jakimś cudem wpadłam na pomysł, że mogłam je tam zostawić. Nie wiem jak ja żyję, mam nadzieję, że to wina zmęczenia i że mi tak nie zostanie..

Tak sobie myślę, że po przeprowadzce musi być łatwiej, musi być bardziej znośnie i oby Strusiek zaczął przesypiać tam noce.

Nie uwierzysz w jakich warunkach pisałam tego posta.. Cud, że coś z tego wyszło. W trakcie odpowiedziałam Poli na milion pytań, o to gdzie była jak jej nie było, gdzie był Struś i co robiłam jak byłam mała. Wysłuchałam historii o Wings, jakiś wróżkach i życzeniach do świętego Mikołaja. Odkręciłam błyszczyk do ust, wąchałam perfumy i przytakiwałam miliony razy. Uff!

  5 comments for “- 59 – Nie zawsze wychodzi tak jak bym tego chciała

  1. ~Sabina
    24 stycznia 2017 o 13:59

    Taka długa cisza… Co tam u Was słychać?

  2. ~T.
    30 stycznia 2017 o 07:57

    No właśnie – cisza, a my ciekawi…zaglądamy….

  3. ~Algeda
    7 lutego 2017 o 04:18

    Witaj, przeczytałam całego Twojego bloga, Wzruszyłam się i zdumiałam jak bardzo Twoja historia jest podobna do mojej… Jak ja znam ten ból… Straciłam sześcioro dzieci zanim doczekałam się córeczki. Czekałam na nią 14 lat… Niestety moje małżeństwo nie przetrwało tych nawłnic, okazaliśmy się zbyt słabi. Też mam mutację mthfr i trombofilię, też w dzieciństwie byłam bita przez ojca, ale na szczęście mu wybaczyłam… Życzę Ci gorąco, żeby Wam się udało na nowo w sobie zakochać, żeby problemy się skończyły, dzieciaczki zdrowo rosły, żebyście byli po prostu szczęśliwi :-) Pozdrawiam !

  4. ~T.
    6 marca 2017 o 07:51

    Czekam na wpis, co tam u Ciebie, jak maluchy?

  5. ~mola
    7 marca 2017 o 11:35

    Mum długo milczysz :-(

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *