- 56 – Wizyta w szpitalu, zalane mieszkanie, kryzys

Nie odzywałam się, bo od dłuższego już czasu dosłownie chodzę na rzęsach. Nie wiem nawet od czego zacząć. Czasami myślę, że wisi nade mną jakieś fatum, ktoś rzucił urok czy coś bo to aż niemożliwe.

Nie pisałam bo dwa razy byliśmy z Rossem w szpitalu. Pierwszy raz z wymiotami, testami alergicznymi i podcinaniem wędzidełka pod językiem. Drugi raz dosłownie trzy tygodnie później z drgawkami. Rano około 5 obudziły mnie jęki dochodzące z łóżeczka, dotknęłam R a on rozpalony, termometr i 39,7. Podałam ibuprofen w dawce jak na opakowaniu i poszliśmy spać. Godzinę później obudził się i zjadł jak zwykle ani mniej ani więcej. Temperatura 38,1 ale podałam jeszcze paracetamol żeby zbić. Po kilkunastu minutach od dawki paracetamolu R zrobił się fioletowy i trzasł się jakby miał padaczkę, zero kontaktu, oczy uciekały. Zadzwoniłam po pogotowie i tak trafiliśmy do szpitala. A tam to już tak jak się domyślacie, tona badań. Przy drgawkach u niemowlat rutynowo robi się usg głowy, taka procedura niby nic takiego. Sprawę traktowałam bez emocji. Tylko, że u R stwierdzili wylew. Potem na drugi dzień badanie powtórzył inny lekarz i potwierdził wylew. Stwierdzono też zapalenie pęcherza. Przysłano lekarza, który sprawdzał czy przypadkiem nie katuję dziecka, też niby taka procedura..

Dwa dni później zlecono tomograf, narkoza, setki badań, R ma pękajace żyły, nie można mu założyć drogi dożylnej, całego go pokłuli, a wenflon wytrzymywał niecała dobę. Później już kazałam go leczyć doustnie, bo nie widziałam dalszego sensu torturowania go kolejnymi próbami wkłuć.

Tomograf wykazał, że wylewu nie ma. Do dzisiaj nie wiem co ci lekarze widzieli na tym usg ale prawie dostałam zawału, a moje dziecko miało niepotrzebna narkozę. R tak przeżył wizytę w szpitalu, że pod koniec jak tylko ktoś wchodził do naszej sali dostawał histerycznego płaczu. Przeżyłam, ale do tej pory jest płaczliwy i boi się głośnych rozmów, śmiechów, krzyków.

Synuś nie śpi w nocy. W ogóle mało co śpi. Chodzi spać po 21:00 i o 2-3 budzi się na jedzenie a potem często już nie śpi. W ciagu dnia ma kilka drzemek po 20min i to by było na tyle.

Za to je jak koń, nawet po 270ml cztery razy dziennie.

Odkad urodził się Ross wynajmujemy mieszkanie w centrum. właścicielami mieszkania sa ludzie, którzy kupili je 20 lat temu i nigdy tu nie mieszkali. Mieszkaja w Elblagu i kompletnie nie dbaja o wynajmowane. Także odkad tu mieszkamy, czyli od 5 miesięcy mieliśmy już trzy zalania. Ostatnie ekstremalne.. Obudziłam się w nocy i w całym domu miałam wodę po kostki. Pękła rura pod zlewem. Obudził mnie hałas. Szum wody, która pod ogromnym ciśnieniem waliła o szafkę pod zlewem. Musieliśmy zerwać podłogi, a właściwie pozbierać klepki, bo parkiet stanał dęba. Właściciele mieli ubezpieczenie ale nie obejmowało ono naszych mebli. Na czas remontu musiałam wyprowadzić się z dziećmi.

Tradycyjnie mój szanowny obwinia mnie za całe zło tego świata. Tradycyjnie gdy pojawia się choćby najmniejszy życiowy problem on sobie nie radzi i obraża wszystkich dookoła. Powiedziałam, że chcę rozwodu. On nie chce, ale chyba zaczyna mieć świadomość tego, że mnie już absolutnie nie zależy, że mam dość, że nie interesuja mnie żadne kompromisy ani obiecanki złotych gór. Sprawy zaszły za daleko.

Na deser podczas burzy wielki konar drzewa spadł nam na maskę samochodu i jeździmy rowerami przynajmniej miesiac..

U nas burza z piorunami, nie mam ochoty walczyć o ten zwiazek bo chyba nie ma już o co. Pola patrzy, Pola widzi, wstyd mi.

  5 comments for “- 56 – Wizyta w szpitalu, zalane mieszkanie, kryzys

  1. ~Mola
    19 lipca 2016 o 19:48

    Przykro czytać o tym co przeszedł Twój Struś, i przede wszystkim Ty. Życzę Ci żeby było lepiej. Może powinnam napisać żebyś walczyła o swój związek, ale sama wiesz co czujesz i czy tego chcesz. Ja osobiście uważam że bycie w związku który mnie unieszczęśliwia nie jest dobry. Dla dzieci to też nie jest najlepsze rozwiązanie. Życzę Ci droga Mum żeby słońce wyszło z zza chmur, żeby wszystko poukładało się tak jakbyś sobie tego życzyła.

  2. ~T.
    20 lipca 2016 o 08:25

    Czekałam na jakiś wpis, a tu coś takiego….Strasznie mi przykro, ale czytując Ciebie odnoszę wrażenie, ze już od dłuższego czasu psuło się między Wami. To tylko moja opinia i proszę nie gniewaj się, ale też tak sobie swego czasu pomyślałam, że to głównie Ty chcesz zajść w ciążę. Myślę, że te starania mogły Go trochę umęczyć. Potem kolejne kłopoty i ….gotowy kryzys. Faceci są mało odporni. Na stres, na problemy…Wiem to z autopsji. Też często się zastanawiam, czy gdybym nie walczyła o swoje małżeństwo bylibyśmy szczęśliwi? Bo teraz jesteśmy, mimo tego, że znów pojawiły się pewne problemy. Może nie problemy, a brak możliwości realizacji pewnych założeń – marzeń. Tylko, że ja walczyłam. Moim zdaniem musisz sobie odpowiedzieć na jedno proste pytanie. Czy Go kochasz. Bo jeżeli nie jesteś w 100% pewna, to nie warto. Ale jeżeli kochasz, tęsknisz za tym jak było kiedyś…może jednak próbować.
    Wtedy zacząć należy od rozmowy, takiej cholernie szczerej do bólu. Np zostawcie dzieci pod czyjąś opieką i pójdźcie na łąkę lub do parku z butelką piwa i wylejcie z siebie wszystko. Ech…nie chcę się wymądrzać – ja po prostu bym tak zrobiła. Dlatego jestem ciekawa jakie będą Twoje kroki. Z całego serca życzę Ci żebyś była szczęśliwa, bez względu na to jak to osiągniesz i co Ci to szczęście przyniesie. Czekam na wpisy.

  3. ~Mola
    16 sierpnia 2016 o 15:28

    Co u Was?

  4. ~Bogunia
    28 sierpnia 2016 o 13:33

    Hallo Mum ! Trzymam za Ciebie kciuki i za Rossa ! Odezwij się , bo czekamy !

  5. ~T.
    2 września 2016 o 09:13

    No strasznie trzymasz nas w niepewności….stali czytelnicy czekają na wpis. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *