- 51 – Trudne Strusia początki

Dzisiaj jest 6 dzień życia małego Rossi zwanego przez siostrę Strusiem (nie wiem dlaczego). Ja jestem już od wtorku w domu. Niestety to ciężki dla mnie czas okraszony baby bluesem.

Ostatni raz widziałam synka w poniedziałek. We wtorek obudziłam się o 5:30 i w toalecie zobaczyłam na ustach opryszczkę. Dostałam od razu Heviran w tabletkach, ale do synka już mnie nie wpuścili. Dzisiaj jest trzeci dzień jak oglądam go tylko na zdjęciach przyniesionych przez męża ze szpitala. Jest mi okropnie pusto, smutno, przykro.

Synek dzisiaj ważył 2500g, jest chudy jak patyk, nie przybiera nam na wadze. Karmiony jest przez sondę bo z butelki zjada tylko 10-15ml a to za mało. Martwimy się, bo dopóki nie zacznie normalnie jeść i przybierać na wadze nie wypuszczą go do domu.

Nie mogę go przytulić, do tej pory dotykałam tylko paluszka przez okienko inkubatora. Na szczęście oddycha już prawidłowo. Problemem jest waga i to, że sam nie je.

Przez Heviran nie mogę karmić piersią, ale musiałam go wziąć bo bez tego za duże zagrożenie dla małego by było.

Polę zabraliśmy z przedszkola żeby nie przytargała żadnej choroby, ale przez to siedzę z nią w domu i nie mam jak jechać do synka. Z chorą Polą spędzałam w szpitalu szalone godziny, każdą możliwą sekundę od 6 do 21 czyli cały czas odwiedzin. Do synka moge wpaść na 2h po tylu dniach nieobecności.

Serce mi pęka. Tak długo na niego czekałam.

  2 comments for “- 51 – Trudne Strusia początki

  1. 12 lutego 2016 o 09:12

    Bądź dobrej myśli, choć synus jest maleńki najważniejsze że zdrowy i zapewne nauczy się jeść samemu. Trzymam kciuki!

  2. ~Mariola
    12 lutego 2016 o 22:24

    Doskonale Cię rozumiem, przez 3 miesiące codziennie jeździłam na OIOM do mojego synka. Gdy byłam przeziębiona stałam tylko pod drzwiami tego oddziału, wiedziałam że mnie nie wpuszczą ale czułam że jestem bliżej Niego. Wizyty trwały tylko 30 minut, po raz pierwszy przytuliłam go jak miał 3 miesiące, dokładnie dzień przed Jego wyjściem ze szpitala. Z całego serca życzę Ci wytrwałości i siły. Trzymam kciuki za to, żeby Wasz Struś :-) jak najszybciej wyszedł do domku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *